ADAM PLUSZKA

ADAM PLUSZKA Poems

Pachnie ciepłym mlekiem jak ty w piątek, bo
w niedzielę były mandarynki. Chyba. Małe
wątpliwości budzą większe skojarzenia. Na trzecim
piętrze śmieci jest dokładnie tyle ile powinno. Jest też matka
z gipsu (nie rozwiewa, nie pierze), zachęca: jedz,
synu, dropsy wszystko będzie dobrze.
Patrzę na dwóch panów w kolorowej gazecie.
Bożyszcze tłumów bogami swawoli.
Proszę. Może to pan jest mym pasterzem?
Albo pan?

A teraz zadaj mi pytanie, bo wiem, że jest odpowiedź.
Oczyści nas bardziej niż woda w wannie. Bardziej
niż zmywanie. I jeszcze, z Ludwikiem w dłoni, myślę,
że jeśli już wierzysz w Boga, wierz, wiesz?
Mógł stworzyć wszystko i nie stworzył niczego.
Bo powiedzmy, że jest
poniedziałek, pełen zlew czeka obietnicą odmoczeń na
opuszkach, w ten lany poniedziałek możemy też zlać się
potem, bo potem już tylko potop. Przyjdzie sen,
nie będzie pytań, i to jest właśnie odpowiedź.
...

Sie duftet nach warmer Milch, wie du am Freitag, denn
am Sonntag gab's Mandarinen. Glaub ich. Die kleinen
Zweifel wecken größere Assoziationen. Im dritten
Stock gibt's genau die richtige Menge Müll. Und auch eine Mutter
aus Gips (sie zerstreut nicht, sie wäscht nicht), sie ermuntert: Iss
Sohn, iss doch Alles wird wieder gut Drops.
Ich schaue auf zwei Herren in einer Illustrierten.
Die Götzen der Massen sind die Götter der Ausschweifung.
Bitte. Vielleicht sind Sie mein Hirte?
Oder Sie?

Und jetzt stell mir die Frage.
Die reinigt uns besser als alles Wasser in der Wanne. Mehr
als Abwaschen. Noch mit dem Ludwig in der Hand denke ich,
wenn du schon an Gott glaubst, glaub auch, mein Gott!
Er hätte alles erschaffen können, erschuf aber nichts.
Sagen wir also, es ist
Montag, die volle Spüle wartet, ein Versprechen auf eingeweichte
Fingerkuppen, und an diesem Ostermontag können wir eineinander
auch in Schweiß baden, bald ist schließlich Sintflut. Schlaf kommt,
keine weiteren Fragen, und das genau ist die Antwort.
...

Trąd cofa się również w Niemczech, może
trochę wolniej. Mnie minął za to katar. Trochę
świerzbią dłonie. Może to nie mnie ten katar
minął, o ile przeszedł w ogóle. Niemniej dłonie

swędzą. W Albercie spotkałem Niemkę i Polkę.
Pierwsza kupiła Michałki, miała pieprzyk na
nosie i zapłaciła cwanciś z ogonkiem. Druga
oglądała Unimil Max Love, ale kupiła gumę

Orbit bez cukru. Nie wiem, skąd ten odruch,
trąd przenosi się przez dotyk, w Niemczech
może trochę wolniej. Pamiętam już: ty masz

katar, mnie świerzbią dłonie, choroby skóry
przenosi dotyk, Orbit niezwykle szybko traci
smak, Max Love może odrobinę wolniej.
...

Leprosy is retiring in Germany also, maybe
a little bit slower. Catarrh has passed me. Hands
itch a little bit. Maybe this catarrh passed not me,
if passed in fact. Nevertheless hands are itching.

In Albert's I've met German and Polish girl.
First of them bought candies, has mole on
her nose and paid Zwanzig with something.
Second was looking at Unimil's rubber Max

Love, but bought Orbit chewing-gum without
sugar. I don't know where came from this reflex,
leprosy transmission by touch, in Germany

maybe a little bit slower. I remember now: you
have catarrh, I have itching hands, Orbit lose
its taste fast, Max Love maybe a little bit slower
...

W głębi materii krzewi się mroczna roślinność. Stąd
blisko do kwietyzmu, a stamtąd wszędzie jest daleko.
Właśnie wracam. Za chwilę wsiądę w wagon i metrem
odmierzając kolejne stacje trafię do naszego ogrodu

botanicznego, gdzie brak jest skrajnych kolorów,
całość tonie w delikatnym półmroku. Tu usta ciepło
przypominają każdy kwiatu płatek, choćby były
ściśnięte mrozem na żółto rysowanej ulicy. Tutaj wiele

słów nie pada, bo widzieć się możemy tylko przez
zamknięte oczy. A krzykiem spłoszą się dopiero co
narodzone pędy ufnie owinięte wokół nogi. Ruszać

też się nie ma co gwałtownie. Co skryte za plecami
miewa twardość codzienności. Ona ma obce dłonie i
palcami złożonymi w sekator przetnie, czego nie widać.
...

Na ogólność składają się dwa wielkie porządki,
jakościowy porządek podobieństwa i ilościowy
porządek odpowiedniości. Lubię ład, dlatego
rzadko go utrzymuję; żeby celebrować każdą

możliwą chwilę, gdy jest. Pani Małgosia mówi:
na porządek, wie pan, składają się dwa wielkie
porządki, uważne ścieranie kurzu z powierzchni
płaskich i na mokro mycie podłóg po uprzednim

odkurzeniu oraz drugi - mycie okien w ilości
pięć sztuk, z czego dwa są balkonowe. Wszystko
jest wtedy jak należy i kiedy tak sobie siedzę tu

u państwa na krzesełku w kuchni, ukremuję dłonie
i zapalę papieroska, rozejrzę się dookoła, to wiem,
wie pan, że jest dobrze i jak należy. Tak ogólnie.
...

Jak już pewnie Państwo podejrzewacie, rzeczy nie mają
się tak prosto. Zamiast okna za firanką ściana i do sąsiada
dziura. Sąsiad zaś ma wygląd Boga w przeciwsłonecznych
okularach, Boga ze snu. To zdolny murarz i ma talent do

przywracania równowagi między tym, co było i jak ma być.
Z otworu wieje, jakby nie tylko rury trzeba wymieniać,
ale cały pion, poziom zresztą również, na tym nie dojdzie
się do porozumienia. Za przepierzeniem kuchenna ściana

i gruba siatka pyłu na płaszczyznach (znacząca niewiele
ponadto), zamiast skrzących się drobinek prywatnych
objawień, które zmiecione na szufelkę tworzą normę.

Forma sprzątania poniekąd decyduje, a może jest
nieistotna. Niedługo wszystko stanie się różowe i jasne,
dlaczego akurat różowe. I, co najważniejsze, dlaczego nie.
...

Kłęby spalin, jak zwinięte przed kąpielą włosy
kobiet. Skołtunione w kąpieli włosy mężczyzny,
skąpane w kłębach dymu. Na okrągłym brzegu
wanny kubek z kawą oparty o kafelek, obok kubek

na popiół i pety, talerz z kanapkami na pralce.
Mężczyzna spędza w wodzie codziennie dwie
godziny. O ile nocuje w domu. W łazience
wiruje para i kłęby tytoniowych spalin, idealne

miejsce na zawał. Mężczyzna pławi się i czyta.
Zawsze sam. Nie pamiętam, żeby w ten żeliwny
basen po pierś (gdy się siedzi) wpuścił kogoś,

kogo włosy jak kłęby spalin przed kąpielą. Pory
wanny chłoną kamień, żółkną i chciwie trzymają
kosmyki. Mężczyzna nie myje wanny. Układa włosy.
...

The Best Poem Of ADAM PLUSZKA

Kuchnia

Pachnie ciepłym mlekiem jak ty w piątek, bo
w niedzielę były mandarynki. Chyba. Małe
wątpliwości budzą większe skojarzenia. Na trzecim
piętrze śmieci jest dokładnie tyle ile powinno. Jest też matka
z gipsu (nie rozwiewa, nie pierze), zachęca: jedz,
synu, dropsy wszystko będzie dobrze.
Patrzę na dwóch panów w kolorowej gazecie.
Bożyszcze tłumów bogami swawoli.
Proszę. Może to pan jest mym pasterzem?
Albo pan?

A teraz zadaj mi pytanie, bo wiem, że jest odpowiedź.
Oczyści nas bardziej niż woda w wannie. Bardziej
niż zmywanie. I jeszcze, z Ludwikiem w dłoni, myślę,
że jeśli już wierzysz w Boga, wierz, wiesz?
Mógł stworzyć wszystko i nie stworzył niczego.
Bo powiedzmy, że jest
poniedziałek, pełen zlew czeka obietnicą odmoczeń na
opuszkach, w ten lany poniedziałek możemy też zlać się
potem, bo potem już tylko potop. Przyjdzie sen,
nie będzie pytań, i to jest właśnie odpowiedź.

ADAM PLUSZKA Comments

Close
Error Success