Das Zimmer, in dem ich arbeite, ist sechseckig
wie ein Spielwürfel.
Darin gibt's einen Holztisch
von starrköpfigem bäurischem Umriß,
einen trägen Sessel und ein Teekännchen
mit wulstiger Habsburgischer Lippe.
Durchs Fenster sehe ich ein paar dürre Bäume,
dünne Wolken und Kinder aus der Vorschule,
immer vergnügt, laut.
Manchmal blitzt in der Ferne die Scheibe eines Autos auf
oder, höher, die Silberschuppe eines Flugzeugs.
Andere vergeuden offensichtlich nicht ihre Zeit,
während ich arbeite, suchen sie Abenteuer
auf der Erde und im All.
Das Zimmer, in dem ich arbeite, ist eine camera obscura.
Was aber ist meine Arbeit -
lange reglos warten,
Zettel wenden, geduldig meditieren, eine
Passivität, die dem Richter mit gierigem Blick
nicht gefallen würde.
Ich schreibe so langsam, als hätte ich zweihundert Jahre zu leben.
Ich suche Bilder, die es nicht gibt,
und wenn es sie gibt, dann zusammengerollt und versteckt
wie der Sommeranzug im Winter,
wenn Frost den Mund verletzt.
Ich träume von absoluter Konzentration; fände ich sie,
hörte ich wohl auf zu atmen.
Vielleicht ist es gut, daß mir so wenig gelingt.
Aber ich höre doch, wie der erste Schnee pfeift,
höre die sanfte Melodie des Tageslichts
und das bedrohliche Grollen der großen Stadt.
Ich trinke aus kleiner Quelle,
mein Durst ist größer als der Ozean
...
To były długie popołudnia, kiedy opuszczała mnie poezja.
Cierpliwie płynęła rzeka, pchając do morza leniwe barki.
To były długie popołudnia, wybrzeże kości słoniowej.
Cienie leżały w ulicach, wystawy były pełne dumnych manekinów,
patrzących mi w oczy zaczepnie, śmiało.
Z liceów wychodzili profesorowie i mieli puste twarze,
tak jakby Homer pokonał ich, upokorzył, zabił.
Gazety wieczorne przynosiły niepokojące wiadomości,
ale nic się nie zmieniało, nikt nie przyśpieszał kroku.
W oknach nie było nikogo, nie było ciebie,
i nawet zakonnice zdawały się wstydzić życia.
To były długie popołudnia, kiedy znikała poezja
i zostawałem sam z nieprzejrzystym molochem miasta
jak ubogi podróżny, stojący przed Gare du Nord
ze zbyt ciężką, przewiązaną sznurem walizką,
na którą pada czarny deszcz, czarny deszcz września.
O, powiedz, jak uleczyć się z ironii, ze spojrzenia,
które widzi, ale nie przenika; powiedz, jak uleczyć się
z milczenia.
...
Das waren lange Nachmittage, an denen mich die Poesie verließ.
Der Fluß floß geduldig, schob träge Barken ins Meer.
Das waren lange Nachmittage, eine Elfenbeinküste.
In den Straßen lagen Schatten, die Schaufenster waren voll von stolzen
Mannequins,
die mir angriffslustig, dreist in die Augen blickten.
Aus den Lyzeen kamen die Professoren und hatten leere Gesichter,
als hätte Homer sie besiegt, gedemütigt, umgebracht.
Die Abendzeitungen brachten beunruhigende Nachrichten,
doch es veränderte sich nichts, niemand beschleunigte den Schritt.
In den Fenstern gab's niemanden, es gab nicht dich,
sogar die Nonnen schienen sich des Lebens zu schämen.
Das waren lange Nachmittage, wenn die Poesie verschwand
und ich allein blieb mit dem undurchsichtigen Moloch der Stadt
wie ein armer Reisender, der vor der Gare du Nord steht,
den schweren, mit einer Schnur umbundenen Koffer in der Hand,
auf den schwarzer Regen fällt, schwarzer Septemberregen.
O, sage, wie heilt man sich von der Ironie, vom Blick,
der sieht, aber nicht durchdringt; sage, wie heilt man sich
vom Schweigen.
...
To było dzieciństwo, które już nie wróci -
jeżyny tak czarne, że noc była zazdrosna o nie;
nad wąską rzeką stały topole smukłe
jak siostry miłosierdzia i nie bały się obcych.
Widziałem z balkonu krótką ulicę i dwa drzewa,
ale mogłem też być cesarzem i słuchać w upojeniu
jak huczą nieprzebrane dywizje moich wojsk
i furkocą na wietrze chorągwie zdobyte na Turkach.
Lubiłem smak trawy roztartej w zębach,
gorzkie liście klonu i kwaśną słodycz
pierwszej czerwcowej truskawki w ustach.
W niedzielę rano mama parzyła prawdziwą kawę
a w kościele stary ksiądz wzywał do pokory.
Na widok biedaków ściskało mi się serce.
Żółte i niebieskie kraje mieszkały w atlasie;
duże państwa połykały małe, lecz na znaczkach
widziało się tylko nieruchome orły, zebry,
żyrafy i małe sikorki o nieopisanym wdzięku.
Na zakurzonych półkach w ciemnym sklepiku
piętrzyły się słoje pełne lepkich cukierków,
z których potem wylęgały się szkarłatne motyle.
Byłem harcerzem i poznałem samotność
w lesie, kiedy zapada zmierzch, płacze puszczyk
i niepokojąco trzeszczą konary dębów.
Czytałem opowieści o rycerzach, rosyjskie bajki
i nie kończącą się trylogię Henryka Sienkiewicza.
Ojciec zbudował dla mnie miniaturowy młynek,
który obracał się szybko w górskim strumyku.
Mój rower przeganiał zdyszaną lokomotywę,
w sierpniu upał topił szare miasto jak lody.
Jeżyny tak czarne... Gorzkie liście klonu...
To było dzieciństwo, krew i święto.
...
Für Vater
Es war eine Kindheit, die nicht mehr wiederkehrt -
die Brombeeren so schwarz, daß sie die Nacht beneidet hat;
am schmalen Fluß standen schlanke Pappeln
wie Barmherzige Schwestern und fürchteten sich nicht vor den Fremden.
Vom Balkon sah ich die kurze Straße und zwei Bäume,
aber ich konnte auch Kaiser sein und mich berauschen
am Getöse der endlosen Divisionen meines Heeres
und am Flattern der erbeuteten türkischen Fahnen im Winde.
Ich mochte den Geschmack des Grases, zwischen den Zähnen zerrieben,
die bitteren Ahornblätter und die saure Süße
der ersten Junierdbeere im Munde.
Sonntagmorgen kochte Mama einen richtigen Kaffee
und in der Kirche rief der Pfarrer zu Demut auf.
Beim Anblick der Armen krampfte sich mein Herz zusammen.
Gelbe und blaue Länder wohnten in den Atlanten;
große Staaten schluckten kleine, aber auf den Briefmarken
sah man nur unbewegliche Adler, Zebras,
Giraffen und kleine Meisen von unbeschreiblicher Anmut.
In den verstaubten Regalen des dunklen Lädchens
türmten sich Gläser voll klebriger Bonbons,
aus denen später karmesinrote Schmetterlinge schlüpften.
Ich war Pfadfinder und lernte die Einsamkeit kennen
im Walde, wenn die Dunkelheit hereinbricht, wenn die Nachteule weint
und die Eichenstämme beunruhigend knarren.
Ich las Geschichten von Rittern, russische Märchen
und die endlose Trilogie von Henryk Sienkiewicz.
Vater baute für mich eine Miniaturmühle,
die sich schnell drehte im Gebirgsbach.
Mein Fahrrad überholte die keuchende Lokomotive,
im August schmolz die graue Stadt in der Hitze wie Eis.
Die Brombeeren so schwarz ... die bitteren Ahornblätter ...
Es war eine Kindheit, Blut und Fest.
...
W lecie, nad górską rzeką, gdzie pachnie delikatna wiklina
a motyle purpurowe i ciężkie od piękna, admirał i paź królowej,
odbywają swój ostatni lot nad błyszczącą wodą i nad
błyszczącą olchą i nad błyszczącym światem; gdy powietrze
jest tak wypełnione olejkiem eterycznym, że można je wlewać
do szklanek i czuć pod palcami jego wypukły menisk,
w sierpniu, gdy żywica płonie ponad gałązkami sosen i szyszk
trzaskają tak, jakby już je lizały języki wiecznego ognia,
a morze prawdziwie błękitne kołysze siew dole spokojnie
jak zwycięzca, jak władca, który pobił Persów i wszystkie
jego jachty kłaniają mu się lekko za każdym poruszeniem fali,
a pływacy zanurzeni w przezroczystej pościeli
nieskończenie powoli przesuwają się wzdłuż niewidocznych linii,
wzdłuż białych nitek wiążących każdą substanqę,
i słychać kolosalny szept stworzeń nareszcie zadowolonych,
gdy wydaje się, iż nawet insekty muszą mieć swego Dionizosa,
w sierpniu, gdy milknie nagle gwar Europy
i zatrzymują się fabryki, i turyści śmieją się głośno
na plażach Morza Liguryjskiego, wystarczy zrobić parę kroków,
pójść za kulisy - a tam, w półmroku gęstego gaju kryją się może
cienie tych, co żyli krótko, w lęku i bez nadziei, cienie
naszych braci, naszych sióstr, cienie Kołymy i Ravensbrück,
biedne anioły czarnego zbawienia, i chciwie na nas patrzą.
...
Im Sommer, am Fluß im Gebirge, wo zarte Weiden duften
und Falter purpurn und schwer vor Schönheit, Tagfalter, Admiral
und Page der Königin,
ihren letzten Flug unternehmen über das glänzende Wasser und über
die glänzende Erle und über die glänzende Welt; wenn die Luft
derart erfüllt ist von ätherischen Ölen, daß man sie
in Gläser füllen und unter den Fingern ihre Wölbung fühlen kann,
im August, wenn das Harz über den Kieferzweigen flammt und die
Tannenzapfen
krachen, als leckten an ihnen bereits die Zungen des ewigen Feuers,
und das Meer unten wirklich himmelblau gelassen schaukelt
wie ein Sieger, ein Herrscher, der die Perser geschlagen hat und alle
seine Yachten sich nun vor ihm bei jeder Wellenbewegung leicht verneigen,
und die Schwimmer eingetaucht in durchsichtiges Bettzeug
unendlich langsam vorbeiziehen an unsichtbaren Linien,
an weißen Fäden, die jede Substanz zusammenbinden,
und wenn das kolossale Flüstern der endlich zufriedenen Wesen hörbar ist,
wenn es scheint, daß selbst die Insekten ihren Dionysos haben,
im August, wenn Europas Stimmengewirr plötzlich verstummt
und Fabriken anhalten, und Touristen laut lachen
an den Stränden des Ligurischen Meeres, dann genügt es ein paar
Schritte zu tun,
hinter die Kulissen zu gehn - dort verbergen sich womöglich im
Halbdämmer des dichten Hains
die Schatten jener, die kurz gelebt haben, in Angst und ohne Hoffnung,
Schatten
unserer Brüder, unserer Schwestern, Schatten von Kolyma und
Ravensbrück,
die armen Engel der schwarzen Erlösung, und sehen uns habsüchtig an
...
Mów spokojniej: jesteś starszy niż ten,
którym byłeś tak długo; jesteś starszy
od samego siebie - i wciąż jeszcze nie wiesz,
czym są nieobecność, poezja i złoto.
Ulicę zalała brunatna woda; krótka burza
wstrząsnęła tym płaskim, sennym miastem.
Każda burza jest pożegnaniem, setki fotografów
zdają się krążyć nad nami, utrwalając fleszem
sekundy lęku i paniki.
Wiesz, czym jest żałoba, rozpacz tak gwałtowna,
że dławi rytm serca i przyszłość.
Płakałeś wśród obcych, w nowoczesnym sklepie,
gdzie wciąż się obracał zwinny pieniądz.
Widziałeś Wenecję i Sienę i, na płótnach, na ulicy,
smutne młodziutkie Madonny, które chciały być
zwykłymi dziewczynami i tańczyć w karnawale.
Widziałeś też małe miasta, wcale nie piękne,
starych ludzi, znudzonych cierpieniem i czasem.
W średniowiecznych ikonach błyszczały oczy
śniadych świętych, płonące oczy dzikich zwierząt.
Brałeś w palce kamyki na plaży, la Galerę,
i zdarzało się, że miałeś dla nich czułość tak wielką
- dla nich i dla wiotkiej sosny, dla tych,
co byli tam z tobą i dla morza,
które jest co prawda potężne, ale bardzo samotne
- tak wielką, jakbyśmy wszyscy byli sierotami
z tego samego domu, rozłączonymi na zawsze
i zdanymi tylko na krótkie chwile widzenia
w chłodnych więzieniach współczesności.
Mów spokojniej: nie jesteś już młody,
olśnienie musi pertraktować z tygodniami postu,
musisz wybierać i rezygnować, grać na zwłokę
i rozmawiać długo z wysłannikami suchych krajów
i spierzchniętych ust, musisz czekać,
pisać listy, czytać książki o pięciuset stronicach.
Mów spokojniej. Nie rezygnuj z poezji.
...
Sprich gelassener; du bist jetzt älter als der,
der du so lange gewesen bist; bist älter
als du selbst - und immer noch weißt du nicht,
was Abwesenheit, Poesie und Gold sind.
Bräunliches Wasser hat die Straße überschwemmt; das kurze Gewitter
erschütterte die flache, verschlafene Stadt.
Jedes Gewitter ist Abschied, Hunderte von Fotografen
scheinen über uns zu kreisen, die Sekunden der Furcht und Panik
mit dem Blitzlicht festzuhalten.
Du weißt, was Trauer ist, eine so heftige Verzweiflung,
daß sie den Rhythmus des Herzens und die Zukunft erstickt.
Du hattest geweint unter Fremden, in einem modernen Geschäft,
wo flinkes Geld immerfort umgesetzt wurde.
Du hattest Venedig und Siena gesehn und, auf Leinwänden, auf der Straße,
traurige blutjunge Madonnen, die lieber einfache Mädchen wären,
die im Karneval tanzen.
Du hast auch kleine Städte gesehn, gar nicht schön,
alte Menschen, überdrüssig des Leids und der Zeit.
Auf den mittelalterlichen Ikonen schimmerten Augen
bräunlicher Heiliger, flammende Augen wilder Tiere.
Du nahmst Kiesel in die Hand am Strand, la Galère,
und es kam vor, daß du für sie eine mächtige Zärtlichkeit empfandest
- für sie und für die biegsame Fichte, für die,
die dort mit dir waren, und für das Meer,
das zwar gewaltig ist, aber einsam
- so mächtig, als wären wir alle Waisen
aus demselben Haus, getrennt für immer
und nur auf die kurzen Augenblicke des Sehens
in den kühlen Gefängnissen der Gegenwart angewiesen.
Sprich gelassener: du bist nicht mehr jung,
die Bezauberung muß sich mit den Wochen des Fastens besprechen,
du mußt wählen und resignieren, Zeit gewinnen
und lange mit den Sendboten der trockenen Laender
und der rissigen Münder reden, du mußt warten,
Briefe schreiben, fünfhundertseitige Bücher lesen.
Sprich gelassener. Verzichte nicht auf Poesie.
...
Stoi samotnie na scenie
i nie ma żadnego instrumentu.
Kładzie dłonie na piersi,
tam, gdzie rodzi się oddech
i gdzie gaśnie.
To nie dłonie śpiewają
i nie pierś.
Śpiewa to, co milczy.
...