URODZAJ Poem by Piotr Sommer

URODZAJ

I chyba mieliśmy umierać jakoś
tuż zaraz po południu, ale jabłka
obrodziły tego roku i dojrzały
zanim z jesieni wyszło, co w niej naprawdę siedzi.
Nawet wilcze pędy wygięły się w gałęzie.

I teraz słońce w najlepsze pije sobie wodę
w zagłębieniu przy furtce i na przerośniętych
łopuchowato liściach bzu, ale nie starcza mu ciepła,
dzień zalatuje wilgocią. Sroka znów skrzeczy
po swojemu i dawni przyjaciele kolejno

będą się nas wypierać, a my w najmniejszym stopniu
nie chcielibyśmy tego utrudniać, ale przegapić
też nie, bo jak by potem mieli radzić sobie inni,
tak na sucho, bez słowa z naszej strony.

COMMENTS OF THE POEM
READ THIS POEM IN OTHER LANGUAGES
Close
Error Success