Chciałabym mieszkać Gdzie Indziej.
W haftowanych ręcznie miasteczkach.
Spotykać się z tymi
którzy nie przychodzą na świat.
Bylibyśmy wreszcie szczęśliwie samotni.
Nie czekałby na nas ani jeden przystanek.
Żaden przyjazd. Żaden odjazd.
Przemijanie w muzeum.
Żadne wojny nie biłyby się o nas.
Żadna ludzkość. Żadne wojsko. Żadna broń.
Śmierć na rauszu. Byłoby wesoło.
W bibliotece wielotomowy czas.
Miłość. Nieprzytomny rozdział.
Przewracałaby nam szeptem kartki w sercach.
...
I'd like to live Elsewhere.
In hand-embroidered towns.
To meet those
who are not born into the world.
At last we would be happily alone.
No stop would wait for us.
No arrival. No departure.
Evanescence in a museum.
No wars would fight for us.
No humanity. No army. No weapon.
Tipsy death. It would be fun.
In the library a multi-volume time.
Love. A mad chapter.
It would turn the pages of our hearts in a whisper.
...
Lubię panią pisze do mnie dwudziestoletni poeta.
Początkujący cieśla słów.
Jego list pachnie tarcicą.
Jego muza drzemie jeszcze w różanym drewnie.
W literackim tartaku ambitny hałas.
Czeladnicy okładają łatwowierny język fornirem.
Przycinają nieśmiałe sklejki zdań.
Wystrugane heblem haiku.
Problemy zaczynają się
z wbitą w pamięć drzazgą.
Trudno ją wyjąć
jeszcze trudniej opisać.
Lecą wióry. Ogryzki aniołów.
Pył do samego nieba.
...
I like you, a twenty-year-old poet writes to me.
A beginning carpenter of words.
His letter smells of lumber.
His muse still sleeps in rosewood.
Ambitious noise in a literary sawmill.
Apprentices veneering a gullible tongue.
They cut to size the shy plywood of sentences.
A haiku whittled with a plane.
Problems begin
with a splinter lodged in memory.
It is hard to remove
much harder to describe.
Wood shavings fly. The apple cores of angels.
Dust up to the heavens.
...
Sklepy zoologiczne. Obóz internowanych
z mojego dzieciństwa.
Świnki morskie. Papugi. Kanarki.
Chorowity zapach niewoli.
Trociny wydarzeń.
W domu wypluwałam depresję.
Kotka Antygona nie pokazała się więcej.
Łapki na myszy spod Verdun
i potem ciąg dalszy aż do Auschwitz.
Nie wiedziałam czym się to skończy
kiedy zgłaszałam się do życia.
Na ochotnika.
...
Pet shops.
The internment camp
from my childhood.
Guinea pigs. Parrots. Canaries.
The sickly scent of captivity.
Sawdust of events.
At home I spat out depression.
Antigone the cat didn't show up any more.
A mousetrap from Verdun
and then all the way to Auschwitz.
I didn't know how it would end
when I signed up for life.
A volunteer.
...
Zgadzam się na ten krajobraz
który nie istnieje.
Ojciec trzyma w ręce skrzypce.
Dzieci oblizują dźwięk.
Przeciąg
potrąca płatki róż.
Potem wojna. Tracimy się z oczu.
Całymi zdaniami ukrywają się słowa.
Pusty pokój
zaparkowany w mroku
kamienicy.
Proszę zostawić wiadomość
mówi nikt.
...
I agree to this landscape
which does not exist.
The father is holding a violin.
Children are licking at the sound.
A draft
brushes the rose petals.
Then the war. We lose sight of one another.
Huddled in full sentences, words are in hiding.
An empty room
parked in the twilight
of an old apartment house.
Please leave a message,
says no one.
...
Umieramy coraz piękniej
w kolekcji Gianniego Versace.
Elegancja jest pisklęciem estetyki.
Biegamy po kościołach mody
wierząc że w pomarańczy będzie nam do twarzy.
Całujesz mnie w przymierzalni
patrz, w zieleni po prostu klęska Rzymu.
Rozwiązujemy rebusy naszych archetypów.
Przekładamy berety na języki obce.
Wieczorem mamy zaproszenie
na wernisaż Sądu Ostatecznego.
Wchodzimy bez biletów.
Dzisiaj jest martwy wstęp.
...
We die more and more beautifully
in Gianni Versace's collection.
Elegance is aesthetics' nestling.
We bustle about the churches of fashion
believing that the orange will suit us.
You kiss me in a changing room
Look, it's just Rome's fall in green.
We solve the puzzles of our archetypes.
Translate berets into foreign languages.
Tonight we are invited
to the opening of the Last Judgment.
We enter without tickets.
Today is dead admission.
...