równonoc Poem by AGNIESZKA WOLNY-HAMKAŁO

równonoc

I nagle puszczają muzyczkę - coś
jak light jazz z Ohio,
z tym że na Górnym Śląsku.
W tym momencie włosy panienki z okienka
zaczynają poruszać się w tym rytmie
i robi się do tego jakby scenografia:
dźwig na smyczy, niebo ciemne jak pioktanina.

Pęknięcie poruszyło się, przesunęło
w kierunku centrum.

COMMENTS OF THE POEM
READ THIS POEM IN OTHER LANGUAGES
Close
Error Success