Kiedy Słońce Wsschodzi W Głuchołazach Poem by Mario, Lucien, Rene Odekerken

Kiedy Słońce Wsschodzi W Głuchołazach

Poranek budzi się cichym szeptem,
światło rozlewa się po dachach jak
sekret zdradzony zbyt wcześnie.
Rzeka porusza się, srebrzysta i niespokojna,
niosąc szepty wczorajszego dnia w
dół strumienia.

Cienie cofają się w zaułki,
bruk nagrzewa się pod niepewnymi krokami.
Góry patrza, stare i cierpliwe,
gdy kolejny dzień zaczyna się bez pytania.

Gdzieś okno skrzypi cicho,
para kawy unosi się w rześkim powietrzu.
Miasto oddycha głęboko,
przeciągając się do przebudzenia,
a słońce wspina się wyżej,
niespieszne, nieuniknione.

Głuchołazy szepczą w złotym świetle,
ich ciche serce bije pod ciężarem czasu.
Kominy wypuszczają historie w niebo,
a wiatr niesie je poza wzgórza.

COMMENTS OF THE POEM
READ THIS POEM IN OTHER LANGUAGES
Close
Error Success