Patrząc wstecz,
na czas, gdy świat był Iżejszy,
gdy twój śmiech rozbrzmiewał w mojej piersi,
a miłość była językiem, który oboje znaliśmy biegle.
Byliśmy wtedy całością,
dłonie splecione jak korzenie tego samego drzewa,
rosnące w stronę słońca,
wierząc, że nigdy się nie zegniemy,
nigdy nie złamiemy.
Ale czas nas rozproszył,
kawałki tego, czym byliśmy,
zgubione w burzy.
Teraz powietrze jest cięższe,
a każde słowo między nami waży coraz więcej.
Niepewność unosi się jak cień,
komplikacja wplata się w każda chwilę.
Szukam prostoty, którą kiedyś znaliśmy,
ale wymyka mi się z rąk,
wspomnienie a nie obietnica.
Zastanawiam się,
czy możemy znaleźć drogę powrotną,
czy jesteśmy skazani na pozostanie tutaj,
stojąc po przeciwnych stronach tego,
czym kiedyś byliśmy?
This poem has not been translated into any other language yet.
I would like to translate this poem