Lustro Duzy Poem by Mario, Lucien, Rene Odekerken

Lustro Duzy

W ciszy spotykam siebie,
cichego świadka mojego istnienia.
Jest światło, miękkie i ciepłe,
lecz cienie czają się w jego cieniu.

Dobro we mnie mówi łagodnie,
głos życzliwości,
stała dłoń wyciągnięta na zewnątrz,
gotowa naprawiać, leczyć.

A jednak w tym samym naczyniu
zbierają się burze-
gniew ostry jak rozbite szkło,
zwątpienie ciężkie jak kamień.

Siedzę z oboma,
ani wrogiem, ani zbawcą.
Jasność nie wymazuje ciemności,
ani ciemność nie pochłania światła.

Pytam siebie:
Co może wyrosnąć w tej równowadze?
Jakie ziarno mogę zasadzić,
które nie uschnie w skrajnościach?

Odpowiedź nie tkwi w odcięciu
tego, co skazane, od tego, co doskonałe,
lecz w splataniu ich razem,
by stworzyć całość z rozbitych części.

Oddycham,
wybierając przy każdym wydechu-
by złagodnieć,
uspokoić się,
zacząć od nowa.

COMMENTS OF THE POEM
READ THIS POEM IN OTHER LANGUAGES
Close
Error Success