są już nieco zniszczone, niektóre bardzo -
o świcie przypominają foki na brzegu morza.
Kiedy przejeżdżają obok mnie,
na rozklekotanych wózkach handlarzy,
i spływa po nich deszcz,
wiem, że od zawsze są martwe.
Nigdy nie wypłynęły dalej niż ten
rozrastający się jak nowotwór rynek.
Lipna bielizna, podrabiane filmy,
nieoclone fajki - oto całe ich przeznaczenie.
Są jak wszystko tutaj: tanie i nietrwałe -
niszczeją, służąc czemuś, co je przekracza.
This poem has not been translated into any other language yet.
I would like to translate this poem